RSS
środa, 14 stycznia 2009
Wadi Muluja
Wadi Muluja (arab. وادي ملوية‎, fr. Oued Moulouya) - rzeka w Maroku, mająca źródła w górach Atlas, uchodzi do Morza Śródziemnego niedaleko granicy z Algierią. Jednym z ważniejszych dopływów jest rzeka Wadi Za.
13:34, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 grudnia 2008
Region Wschodni
Region Wschodni (ar. الجهة الشرقية) to region w Maroku, w północno-wschodniej części kraju graniczący z Algierią i Hiszpanią. Ludność w regionie wynosiła w 2004 roku 1 918 094 mieszkańców na powierzchni 82 900 km². Stolicą regionu jest Wadżda.
14:33, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 października 2008
Film
Maroko jest nadal popularnym miejscem historycznych i biblijnych filmów. Wiele renomowanych reżyserów, w tym Ridley Scott (Gladiator, Kingdom of Heaven) i Franco Zeffirelli (Jezus z Nazaretu) mają ich filmów. Był on również tutaj od 1993 do 2001 roku 13-części serialu wyprodukowanego Biblia. Wielu mieszkańców Ouarzazate, Aït-Ben-Haddou i najbliższym otoczeniu i ich rodzin istnieją wyłącznie w wyniku tego przemysłu filmowego, ponieważ są one często w produkcji autentyczne Komparserie opieki.
15:46, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 sierpnia 2008
Rabat-Sala-Zammur-Zair

Rabat-Sala-Zammur-Zair  to region w Maroku, w północno-zachodniej części kraju. Region w 2004 roku był zamieszkany przez 2 366 494 mieszkańców na powierzchni 9 580 km². Stolicą regionu jest Rabat.

Region składa się z 4 prowincji:

  • Rabat
  • Sala
  • Al-Chamisat
  • Sachirat-Timara
13:02, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 maja 2008
Plaże Casablanki
Plaże Casablanki ciągną się po zachodniej stronie miasta, wzdłuż Blvd de la Corniche. W miejscu, gdzie przechodzi on w Blvd de Biarritz, zaczynają się zamożne przedmieścia ’Ain Diab. Pełno tu czterogwiazdkowych hoteli, eleganckich restauracji, barów, kawiarni i klubów nocnych. Wybierając się tam bez odpowiedniego stroju i wypchanego portfela, można się poczuć trochę nieswojo. Jest tu również wiele basenów kąpielowych (np. Tahiti, Le Tonga czy lepszy Tropicana), do których całodniowy karnet kosztuje 50–80 Dr.

W środku lata plaże do ostatniego ziarnka piasku są oblężone przez mieszkańców, ale przez pozostałą część roku każdy znajdzie dla siebie dosyć miejsca na południowym krańcu ’Ain Diab. Kiedy nie ma tłoku, na wybrzeżu panuje naprawdę miła atmosfera, chociaż bardziej nadaje się ono na spędzenie leniwego popołudnia niż na wakacyjne plażowanie.
12:45, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 kwietnia 2008
Volubilis

Mury Volubilis pochodzą w części z II i III wieku n.e., jednak wykopaliska dowiodły, że miasto założyli kupcy kartagińscy już w III w. p.n.e. Około 40 r. n.e., po podbiciu Afryki Północnej przez Rzymian, Volubilis było jednym z miast leżących na najdalszych krańcach cesarstwa rzymskiego.

Według niektórych historyków, Rzymianie stosownie do swoich potrzeb ustalili, co wolno, a czego nie wolno produkować w ich posiadłościach w Afryce Północnej. W efekcie takiej polityki trzebiono lasy, aby zwiększyć obszar pod uprawę pszenicy. Ogromne przestrzenie ogołoconych z drzew terenów wokół Volubilis potwierdzają taką tezę.

Mieszkańcy Volubilis – Berberowie, Grecy, Żydzi i Syryjczycy – aż do nadejścia islamu posługiwali się łaciną i wyznawali chrześcijaństwo. Inaczej niż Lixus, dalej na północny zachód, opuszczone krótko po upadku cesarstwa rzymskiego, Volubilis pozostało zamieszkane aż do XVIII w.

Zespół archeologów z Maroka i Francji jest przez cały czas na miejscu i niemal codziennie dokonuje odkryć. Informacje o najważniejszych obiektach w językach angielskim, francuskim, arabskim i hiszpańskim są umieszczone na tablicach. Odkopane znaleziska mają w przyszłości być wystawione w miejscowym muzeum – obecnie wiele z nich eksponuje muzeum archeologiczne w Rabacie.

Porządku pilnują strażnicy zaopatrzeni w gwizdki (gwiżdżą na turystów przekraczających sznurki wyznaczające szlak). Ruiny można zwiedzać codziennie od 8.00 do zachodu słońca (20 Dr), najlepiej jednak wczesnym rankiem (idealnie tuż po wschodzie słońca) lub o zachodzie, kiedy jest się tylko w towarzystwie należących do strażników osiołków, które pasą się wśród ruin. Późnym rankiem nadciągają wycieczki autokarowe, a w południe niemiłosiernie przypieka słońce. Dopiero o zmierzchu, kiedy ostatnie promienie słoneczne padają na starożytne kolumny, miejsce nabiera czaru.
12:35, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 kwietnia 2008
Plaże i Sporty
Plaże Maroka są w większości piaszczyste i dobrze utrzymane. To ostatnie tyczy się zwłaszcza plaż przyhotelowych, zazwyczaj także lepiej wyposażonych w sprzęt plażowy, taki jak leżaki, czy parasole.
Dobrym przykładem marokańskiego kurortu jest Agadir - położone na wybrzeżu Atlantyku międzynarodowe uzdrowisko. Dzięki chłodnemu Prądowi Kanaryjskiemu temperatura w Agadirze zawsze niemal utrzymuje się między 180C (grudzień) a 280 C (lipiec, sierpień). Dzięki temu cały rok można cieszyć się urokiem piaszczystych plaż położonych nieopodal tego najnowocześniejszego miasta w Maroku. Agadir jest atrakcyjny także dla tych, którzy lubią wypoczynek aktywny. Jest tam wiele wypożyczalni oferujących - m. in. skutery, narty i rowery wodne, sprzęt do nurkowania. Tenisiści mają do dyspozycji ponad 130 kortów, z których większość można po zmierzchu sztucznie oświetlić. W innych większych ośrodkach turystycznych Maroka sytuacja wygląda podobnie, zwłaszcza jeśli chodzi o aktywny wypoczynek.
Jednym z popularniejszych sportów jest golf. Honorowym przewodniczącym organizacji zrzeszających marokańskich golfistów był nawet król Hassan drugi. Dzięki wsparciu państwa i przedsiębiorczości hotelarzy Maroko oferuje golfistom bardzo dobrą infrastrukturę. Pola znaleźć można w większych ośrodkach turystycznych. Runda kosztuje zwykle 300-400 dirhamów, do tego trzeba doliczyć jeszcze około 100 dirhamów dla chłopca noszącego sprzęt i za wypożyczenie kijów.
Jesienią i zimą można się wybrać na kilka dni do nawet dwóch tygodni na wyprawę po pustyni na wielbłądach. Ceny wynoszą od 250 dirhamów za dzień i zależne są od długości wycieczki i liczby chętnych. Można też wybrać się jeepem na kamienistą hamadę za 1000 dirhamów dziennie.
Maroko to istny raj dla windsurferów i surferów. Morze jest tu ciepłe, warunki dogodne do uprawiania obu tych sportów trwają przez cały niemal rok. Windsurferom poleca się zwłaszcza As- Sawirę, znany ośrodek windsurfingowy, w której silne wiatry wieją przez cały czas. Wypożyczenie deski kosztuje tam 180 dirhamów za godzinę.
Zaprawionym trekkerom polecamy marokańskie góry. Ich atrakcyjność zwiększa fakt, że są one niezatłoczone i słabo spenetrowane przez turystów. Stosunkowo najłatwiejsze i najprzyjemniejsze, ze względu na to, że ich stoki ocieniają cedrowe lasy. Najliczniej odwiedzaną jest góra Dżebel Tukbal w Atlasie wysokim. Nie polecamy jednak tego czterotysięcznika początkującym trekkerom.
12:54, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 marca 2008
Warto wiedzieć
Obowiązek meldunkowy dla cudzoziemców nie istnieje.

W Maroku obowiązują pewne szczególne normy prawne i zwyczajowe: zakaz wstępu do meczetów dla osób wyznania niemuzułmańskiego (poza meczetem Hassana II w Casablance, zwiedzanym za opłatą); powstrzymanie się od jedzenia, picia i palenia w miejscach publicznych - od wschodu do zachodu słońca - w ramadanie; (terminy zmienne - w roku 2000 ramadan przypadał np. w okresie 28 listopada - 27 grudnia); unikanie zachowań, mogących urazić wyznawców islamu.

Samotne kobiety mogą być narażone na sporadyczne zaczepki mężczyzn. Zwrócenie się do policjanta o interwencję lub ignorowanie zaczepek zwykle powoduje zniknięcie intruza.

Waluta marokańska to DIRHAM (DH) (1 DH = 100 centymów). Monety: 10, 20, 50 centymów oraz 1, 5, 10 dirhamów (pięcio i dziesięcio dirhamowa moneta w wersji 'nowej' i 'starej'). Banknoty : 20, 50, 100, 200 i 500 dirhamów. Kursy walut : 1 EUR = 10,30 - 10,35 DH (dirhama marokańskiego).

Ceny produktów spożywczych : chleb (1 - 1,5 DH), woda mineralna 1,5l (5DH), 'sześciopak' wody mineralnej (28DH), Coca-Cola 1l (8,90 Dh - cena stała), mleko w butelce 1l (7-8 DH), 'krążek' serków topionych (6 DH), sardynki w puszcze (5-8 DH). Teraz ceny produktów z targowisk (i po targowaniu): 1kg pomarańczy (3DH), 1kg winogron (5-10DH), banany (20 DH), arbuz 1kg (1,5-2 DH), pomidory 1kg (3DH), cebula 1kg (2DH), bulwy kaktusów 10 kg (15 DH), różne cisteczka (1-2DH), pęczek mięty (1 DH).

Najlepiej porozumiewać się w języku francuskim, a także angielskim. Sporadycznie również po niemiecku i hiszpańsku.
13:36, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lutego 2008
Opis
Maroko zajmuje pas zachodniego wybrzeża Afryki Północnej: pomiędzy Morzem Śródziemnym na północy, górami Atlas na wschodzie, Saharą na południu i Atlantykiem na zachodzie. Powierzchnia Maroka to prawie 711.000 km2.

Stolicą kraju jest Rabat, a inne większe miasta to Casablanca, Marakesz i Fez. Maroko to kraj wielu kontrastów przyrodniczych: większą część Maroka zajmują góry Atlas z najwyższym szczytem Dżabal Tubkal 4265 m npm, gdzie zlokalizowany jest jedyny w Afryce Północnej ośrodek narciarski. Od południa i wschodu w kraj wdzierają się piaski Sahary. Wybrzeża to kwitnące i zielone oazy, pełne gajów daktylowych, oliwkowych i pomarańczowych, a przede wszystkim pięknych, szerokich i piaszczystych plaż.

Oficjalna nazwa Maroka to Haszemidzkie Królestwo Maroka, które formalnie jest monarchią konstytucyjną, a praktycznie ze względu na przewagę króla nad parlamentem niemal monarchią absolutną. Obecnie panuje Hassan II, który wprowadził pewne elementy demokratyczne: wybieralna w wyborach powszechnych Izba Reprezentantów i rada ministrów.

Dominującą religią w Maroku jest islam, niewielkie mniejszości to chrześcijanie i wyznawcy judaizmu. Jest w tym kraju wszystko, o czym marzy turysta: wybrzeże Atlantyku z komfortowymi warunkami plażowania, przecinające kraj góry Atlasu, wyżynna pustynia - część Sahary. Jest tu spuścizna historii, z której pozostały antyczne wykopaliska rzymskie i średniowieczne arcydzieła architektury islamu. Jest codzienność życia w arabskich miastach, miasteczkach i wsiach. Cała ta gwarna, wielobarwna mozaika: zasłony na twarzach kobiet, galabije mężczyzn, rytuał palenia fajki wodnej, ceremoniał parzenia czarnej jak smoła kawy, niepowtarzalna atmosfera arabskiego bazaru - suku. Jedną z atrakcji Maroka stanowi pustynia: wypalona słońcem ziemia, morze piasków, tajemnicze domy-twierdze (kazby)...

Turyści masowo fotografują się przy drogowskazie 'Timbuktu - 52 dni' umieszczonym u wrót Sahary, na początku karawanowego szlaku.

Marokańska kuchnia odzwierciedla bogate dziedzictwo kuturalne kraju. Berberowie na stałe wpisali w jadłospis tradycyjne danie: kuskus, beduini wprowadzili daktyle, maurowie dodali do potraw andaluzyjskich oliwki, orzechy owoce i zioła, a Arabowie sprowadzili przyprawy z Indonezji.
11:28, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »
Wspomienia

2 lipca 2006 roku wieczorem samolot Fisher Air Polska wystartował z Okęcia do Agadiru. Nocne widoki były przepiękne! Lecąc nad Lazurowym Wybrzeżem podziwialiśmy fajerwerki i... burzę. Lot trwał 5 godzin. Około 3:00 w nocy znaleźliśmy się w hotelu Amadil Beach(godny polecenia). Otrzymaliśmy pokój z widokiem na ocean i kazbę(góra, na której nocą i dniem widnieje napis: Bóg, Król, Ojczyzna).

Pierwszego dnia poszliśmy na basen. Tam nie mogliśmy opędzić się od animatorów. Później przeszliśmy całą plażę. Można tam znaleźć bardzo ładne muszelki. Widzieliśmy ogroomną egzotyczną meduzę. Potem zwiedzaliśmy... nasz hotel.
Drugiego dnia wypoczywaliśmy nad basenem, bo następnego dnia czekała nas wycieczka do Marrakeszu. Zwiedzanie byłej stolicy Maroka rozpoczęliśmy od oglądania grobów Saadytów. Potem przeszliśmy na piechotę przez Medinę do pałacu Bahia. Tam zwiedzaliśmy różne dziedzińce i komnaty. Później wróciliśmy do autokaru. Pojechaliśmy do ogrodów Menara( przereklamowane miejsce). Następnie podjechaliśmy pod meczet Katubia- meczet księgarzy i poszliśmy do restauracji, gdzie podano:marokańską sałatkę, tadżdżin z kurczaka, a na końcu arbuza. Potem przewodnicy przeprowadzili nas przez suk(targ) do apteki berberyjskiej. Obsmarowali nas kremami, olejkami, udrożnili górne drogi oddechowe czarnuszką(podobno działa na chrapanie). Chętnym robiono tatuaż z henny.

Później dali nam czas wolny, więc pochodziliśmy trochę po suku i po słynnym placu Dżemaa El Fna. Panuje tam naprawdę niepowtarzalna atmosfera. Muzyka, gwar, dymy lecące ze stoisk z jedzeniami, wróżbici, makaki, węże i... dentysta. UWAGA!!! Jeżeli chcesz zrobić zdjęcie, musisz zapłacić. Inaczej można się spotkać z agresją fotografowanego. Skończył się czas wolny i poszliśmy do pięknej marokańskiej restauracji, która mieściła się w podziemiach niedaleko Dżemaa El Fna. Czego tam nie było?! Na środku stała piękna fontanna z płatkami róż. Wszędie pełno poduch, chust i kanap w marokańskim stylu. Podano dobrą zupę charakterystyczną dla Maroka, tadżdżin wołowy, kuskus, pomarańcze z cynamonem, kruche ciasteczka i herbatę miętową. Cały czas towarzyszyli nam muzycy marokańscy. Przygotowano też dla nasniespodziankę. Najpierw wystąpiła tancerka ze świecami na głowie, a później tancerka brzucha. Potem ostatni raz przeszliśmy przez pięknie oświetlony plac i odjechaliśmy do Agadiru. W hotelu byliśmy ok. 1:00 w nocy. Nic więc dziwnego, że następnego dnia znów wypoczywaliśmy.

7 lipca wybraliśmy się na wycieczkę w góry Atlas. Na początku pojechaliśmy do wioski Tezerin. Tam zwiedzaliśmy typowy marokański dom. Zjedliśmy w nim śniadanie berberyjskie. Następnie przeszliśmy kawałek okolicy i dotarliśmy do restauracji. W Tezerin było trochę nudno. Druga część wycieczki była lepsza. Przejechaliśmy trasą *tysiąca i jeden zakrętów* do Imuzzer. Zobaczyliśmy tam piękny naturalny basen z wodospadem. Jeden na oko 55-letni Marokanin skoczył do wody z baaardzo wysokiej skały tylko po to, aby turyści mogli zrobić ciekawe zdjęcia. Później można było dokonać zakupów. Następnie obejrzeliśmy pokaz dywanów. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w *Rajskiej Dolinie*(ściślej mówiąc to po prostu taka rzeczka, ale faktycznie można tam zrobić ładne zdjęcia). Drugi postój był mniej ciekawy. Taras widokowy i sklep z pamiątkami.
Nastąpne dni spędziliśmy głównie opalając się na plaży i chodząc po Agadirze. To bardzo fajne i ciekawe miasto, ale można się tam zgubić. Raz nam się to nawet przytrafiło. Pewnego dnia pojechaliśmy taksówkę na szczyt kazby( uwaga na sprzedawców bransoletek, świetnie umieją namawiać na kupno ozdób, trzeba się ostro targować, a najlepiej... nic nie kupować). Z Maroka przywieźliśmy wiele pamiątek. M.in. 3 noże, dywan, pistolet, bransoletki, przeróżne wyroby z drzewa tujowego, bluzki, breloczki, figurki i tak dalej, i tak dalej...Ogólnie jesteśmy bardzo zadowoleni i z hotelu, i z wycieczek.

 

Czymże byłoby Maroko bez jego mieszkańców? To oni nadają temu państwu prawdziwego brzmienia, napełniają najbardziej zardzewiały dzban miłością......ile wart dla nich jest uśmiech turysty......Maroko to kraj ludzi uśmiechniętych, z radością patrzących na życie . . ... więc jak się nie zakochać w ich sposobie życia. W podróży do Maroka towarzyszyła mi mama. Zawsze razem wybieramy się w świat, gdyż mamy podobne zainteresowania, lubimy aktywny wypoczynek, jednym słowem pasjonuje nas to samo.

Po przylocie do Agadiru zostałyśmy odtransportowane do hotelu. Następnie wybrałyśmy się na zwiedzanie okolicy. Agadir to typowo turystyczna miejscowość, liczne sklepiki z pamiątkami, w centrum dużo supersamów, długa, szeroka promenada. Najlepsze wrażenie na nas zrobiła długa, szeroka plaża, ze złocistym piachem. Chłodny, orzeźwiający wiaterek znad oceanu dodawał temu miejscu uroku.Tysiące ludzi, turystów ze wszystkich zakątków świata, tubylców, wielbłądy dumnie spacerujące ze swoimi właścicielami, galopujące konie, motory 4x4......ale my poszukiwałyśmy dzikich miejsc, gdzie ciszę można poczuć, aż ciarki przechodzą po rozgrzanej słońcem skórze.

Wybrałyśmy się więc na spacer w lewą stronę plaży, gdyż widziałyśmy tam wydmy. Mijałyśmy pałac króla, ogrodzony grubym murem, którego strzegli liczni strażnicy. A za pałacem ku naszemu zaskoczeniu rzeka Massa, która wpływała do oceanu. Znalazłyśmy nasz raj! W porze południowej rzeka ucieka do oceanu, więc można spacerując wzdłuż.

Rzeka Massa to naturalny rezerwat dla licznych gatunków ptactwa - flemingów, mew, itp. Warto przyjść nad rzekę w rannych godz. - 7.00 - gdyż wtedy jest najwięcej różowych flemingów, potem w miarę cofania się rzeki, odlatują.
Cisza, spokój, zakłucany jedynie przez śpiew ptactwa. Obserwacja walczących o pożywienie mew. Można poczuć dreszczyk emocji, gdyż turyści tam nie docierają, pusta przestrzeń i my....same......spacerujące po leczniczym błocie.....zanurzone w nim po kolana......ale trzeba uważać jest tam ślisko :) - warto było przebyć parę kilometrów. Rzeka Massa i flamingi zrobiły na nas ogromne wrażenie.

A teraz parę słów o mieście. W Agadirze znajduje się souk - ogromny rynek, gdzie znajduje się dosłownie wszystko, od owoców, warzyw, mięsa, do skór, ubrań, przypraw, sprzedawane są pamiątki, rzemiosła (ale w poniedziałki souk jest nieczynny, jako, że poniedziałek jest w Maroku świętem). Droga do souk jest prosta, można dojechać petit taxi (taxi poruszająca się tylko po Agadirze - pomarańczowa), bądź dojść na pieszo. Bardzo ważna jest umiejętność targowania się, cena może spaść nawet o więcej niż połowę proponowanej. Sprzedawcy są bardzo mili, zapraszają na herbatę miętową, bardzo słodką. Nie można odmówić na zaproszenie, gdyż jest to źle odebrane.

Warto zobaczyć jak w Maroku parzy się prawdziwą herbatę - miesza się 5 różnych liści, nie dodaje się cukru, a mimo to im dłużej się parzy, tym jest ona słodsza. Im słodszą herbatę się dostanie, tym jest się milej widzianym gościem. Jeśli, otrzyma się herbatę gorzką, oznacza to, że jest się w danym miejscu nie mile widzianym.

Souk w Agadirze jest stosunkowo drogi. Na większe zakupy zapraszam na souk do miasta oddalonego od Agadiru o ok 20 km. - Inesgane. Można tam dojechać autobusem ( RATAG, nr. 25, 35, 45) Autobusy stoją po obu stronach, trzeba się spytać kierowcy, który jedzie w odpowiednią. Również w Inesgane znajduje się postój autobusów dalekobieżnych (do Marakeszu, Fezu, itp.) Autobus do Marakeszu kosztuje 60 dhr/os (1 USD = 8,83 dhr).

..........ahhh Marakesz, ależ tam upał, ok 50 stopni. Na wycieczkę do Marakeszu wybrałyśmy się z marokańskim przewoźnikiem (250 dhr/os, porównanie - z biurem z hotelu 580 dhr/os) - różnicę w cenie widać:) Pierwsze zetknięcie z Marakeszem - królewskie budowle, piękne ornamenty, mozaika, wystrojone w suknie kobiety w bryczkach. Możnabyłoby pomyśleć, że miasto jak z bajki. Jednak Marakesz nie zrobił na mnie pozytywnego wrażenia.....najpierw zwiedziliśmy pałac króla, potem spacer po souku, wąskie uliczki, a mimo to mieściły się tam osły, konie z wozami, motory, no i ludzie, trzeba było uważać, żeby jakiś motor nie przejechał po palcach. Przy tym na noszach na naszych oczach wynoszono człowieka, dalej jakaś kobieta zasłabła, zdechły kot....ów.....

Wszyscy zazachwycają się Marakeszem nocą. Podobno plac el fna w nocy wygląda jak z bajkowego snu......dym unoszący się ze smarzenia marokańskich specjałów, uderzenia bębnów w afrykańskich rytmach, zaklinacze węży, dziadkowie opowiadający bajki.

A teraz przenieśmy się w góry Antytlasu, które poznałyśmy na wycieczce do Tafraut. Są to jedne z najstarszych gór świata. Widok wspaniały. Szlak jest dość stromy, więc podróż robi wrażenie, gdyż nie ma barier zabezpieczających. Poza tym miałyśmy okazję zobaczyć samochód rozbity o skały. W programie wycieczki mieliśmy odwiedzić wioskę berberyjską. Niestety minęło się to z moimi oczekiwaniami, gdyż w tej wiosce nie było ludzi, a jedynie domy wbudowane w skały, pośród opuncji, migdałów i innych owoców.

Powróćmy teraz do Agadiru. Znajduje się tam największy producent sardynek w porcie. Punkt widokowy na port, ocean, Agadir znajduje się na górze na kasbie, gdzie można wjechać autobusem, motorem, bądź dla wytrwałych piechurów na pieszo. Droga na górę jest kręta, widoki są zapierające dech w piersiach. Wieczorem na tej górze pojawia się napis po marokańsku : ,,Allach, król, ojczyzna''. Są to 3 najważniejsze wartości dla marokańczyków. Strażnik przebywa na tej górze i codziennie zapala lampy oświetlające napis.

Przejeżdżając przez Agadir zauważyć można wiele kontrastów, np. obok zamożnych domów, bloków, małe chatki, przykryte narzutą. Nie ma podziałów na dzielnice biedne i bogate.Nasz pobyt w Agadirze został wzbogacony o znajomość z rodziną marokańską, przez którą byliśmy goszczeni. Sprawiło nam wiele radości siedzenie pośród nich, obserwowanie zachowania. Nabyliśmy nowych wiadomości na temat kultury tego kraju. Kosztowaliśmy przepysznych potraw, m.in. tażin - narodowa potrawa, kus kus, itp.

Po wejściu do mieszkania, w którym przebywa rodzina należy z każdym przywitać się z osobna przez pocałowanie w oba policzki do 5 razy, następnie usiąść i poczekać na podanie pysznej herbaty i ciasteczek. Potem następuje czas na posiłek w gronie całej rodziny. Wszyscy są ze sobą bardzo zrzyci. Rodzina jest najważniejsza.Po posiłku czas na relax. W rytmie muzyki marokańskiej kobiety tańczą, a mężczyźni klaszczą. Nie zapomnę tych wizyt, ich będzie mi najbardziej brakowało przebywając w Polsce. Tego entuzjazmu, radości, bezinteresowności. Tego nie można przeczytać w żadnym przewodniku, to trzeba przeżyć na własnej skórze. Co ciekawe ani my nie umiałyśmy francuskiego, ani oni angielskiego. Zabawna sytuacja:)
Tyle o naszych przeżyciach.....jest ich więcej.......ale te pozostałe zostawię już dla siebie.
 

11:27, marokowakacje
Link Dodaj komentarz »